— Hi! Hi! Gdzie indziej może byście nie umieli, ale u mnie się nauczycie.
— Co nam każesz robić?
— O tym sobie pogadamy jutro, bo teraz już wieczór. Teraz pójdziemy spać. Wy będziecie spali na świeżym powietrzu. Hi! Hi! Tu, na tym podwórcu.
Chłopcom musiała zaświtać w oczach migotliwym promyczkiem jakaś nagła nadzieja, bo potwór zaśmiał się urągliwie188:
— Chcielibyście uciec? O nie, moje robaczki. Stąd jeszcze nikt nie uciekł.
Powiedziawszy to, chwycił ich za karki i wtłoczył do przygotowanych dołów, potem kilku ruchami swoich okropnych nóg przysypał ich ziemią, tak że ponad nią wyglądały tylko ich głowy.
— Będzie wam tu — zaśmiał się — jak w powijakach albo jak w grobie. Śpijcie, synkowie, smacznie, śpijcie, a jutro obmyślę dla was robotę.
Łypnął ku nim przednim okiem, a potem wciąż na nich patrząc, poszedł tyłem i wszedł do ogromnej szopy.
Dwie głowy patrzyły na siebie wzrokiem pełnym łez.
— O, bracie Jacku! — szepnął Placek.