— O, bracie Placku! — zapłakał Jacek. — Co się z nami stanie?
— O, na co nam przyszło? Boże, bądź nam miłosierny!
— O matko, co się dzieje z twoimi nieszczęśliwymi dziećmi?!
— Tu już spotka nas śmierć...
— Żeby tylko śmierć — płakał Jacek — ale przedtem przejdziemy straszne męczarnie.
— Do domu, do domu! Do matki! — zawodził Placek.
— Cicho tam bądźcie, bo spać nie można! — wrzasnął jakiś głos, a równocześnie spod okapu dachu wyjrzała ogromna wrona.
— To jego córka... — szepnął Jacek.
— Oczy wam wydziobię, jeśli nie przestaniecie hałasować! — zakrakał ptak i ukrył się pod dachem.
— Nie płacz, braciszku — szepnął cicho Jacek.