— Teraz zjemy śniadanie, a potem zobaczymy, jak to robaczki pracują! — krzyknął czarownik.

Poszedł do szopy i wyniósł coś w garści.

— Podjedzcie sobie, panicze — rzekł i na straszliwej dziesięciopalczastej dłoni podał im sześć zasuszonych much.

Chłopcy wzdrygnęli się z odrazy.

— Hi! Hi! Nie podoba się wam ten smakołyk, tym lepiej. Chciałoby się wam tłustego nietoperza? O, nie, moi mili. Nietoperze wędzę w kominie, ale dla siebie.

Chłopcy przypomnieli sobie woń dymu, która ich wczoraj doleciała.

— Zjedz, miła żono, te muchy, kiedy oni nimi gardzą. Zjadłaś już wprawdzie pająka, ale ci nie żałuję, gdyż jestem dziś bardzo rad. Gdzie nasza córka?

— Już poleciała... — zaszeleścił cień.

— A ciotka?

— Już się pasie... — zaszemrało coś cichutko.