— Patrzcie, jak wielkie jest moje państwo!

Umocował swój ohydny sztandar, którym wiatr załopotał.

Nagle ciotka ryknęła najniższym basem:

— Złap ją za nogę!

Potwór wyciągnął obie ręce, ale już było za późno: potężny wiatr porwał cień jego żony i poniósł ją przez powietrze jak tuman mgły.

Córka-wrona zakrakała przeraźliwie:

— Zaczaruj ją, aby się stała ciężka!

A potwór na to:

— Poza tę wieżę moja władza nie sięga. Musiałbym jej dotknąć i odmówić zaklęcia. Hi! Hi! — zaśmiał się nagle. — Po co tak wychudła? Czy skąpiłem jej jedzenia? Już jej teraz nikt nie dogoni, bo zbyt daleko poleciała. Nie becz, ciotko, nie kracz, córko. Idźcie jej szukać, może się gdzieś zaczepiła o drzewo...

Potem, zwróciwszy się do chłopców, rzekł: