— Do jutra możecie się wyspać, a jutro zaczniemy kopać studnię aż do środka ziemi.

Kiedy chłopcy pozostali sami, Jacek szepnął gorąco:

— Słyszałeś?

— Słyszałem... To dziwne, że jego władza nie sięga poza tę wieżę.

— To wcale nie dziwne, bo to jest jakiś mały czarownik, gorszego gatunku. Gdyby był potężny, toby się nie żywił muchami i umiałby zrobić złoto. Żeby się dostać poza te mury i poza tę wieżę...

— Ale jak? Ale jak?

— O Boże! — modlił się Jacek. — O matko najdroższa! Pomóżcie nam, pomóżcie nam stąd uciec!

— O Boże, o matko najukochańsza! — szeptał Placek.

Wtem zawiał ogromny wiatr i płachta, przymocowana do długiego kija, zadrgała i załopotała tak mocno, że aż klasnęło.

— Placku! — szepnął Jacek. — Bóg nam dopomoże!