„Zabij mnie!”.
On zaś na to:
„Po co mam cię zabijać? Chodź teraz bez ciała, aż do śmierci, bo czarownika już nie znajdziesz. Poleciał na miotle na koniec świata”.
Wypuścili mnie i wytrącili za bramę. Biegłem do pałacu w śmiertelnym przerażeniu. Och! Och! Na ognisku ujrzałem spopielały ślad brzozowej kory...
— Boże! Boże! — szepnął Jacek.
— Widać, to on mnie pokarał za to, że chciałem sam sobie wymierzyć sprawiedliwość.
— I co uczyniłeś, panie? — zapytał drżącym głosem Placek.
— Dwakroć jeszcze — zadrżał głos — próbowałem dostać się do jego zamku, a nie chcąc się zdradzić widokiem broni, której nie mogłem uczynić niewidzialną, postanowiłem go udusić we śnie. Nie mogłem już jednakże przedostać się przez bramę, albowiem książę kazał pozawieszać na niej ogromne pająki, które zasnuły ją siecią. Gdybym jej był tknął, nawet niewidzialny, byłbym ją przerwał i w ten sposób książę byłby ostrzeżony. Potem książę gdzieś znikł, udawszy się na rozboje w dalekie kraje, i słuch o nim zaginął...
— A cóżeś ty, panie, uczynił?
— Najpierw chwyciła mnie dzika rozpacz: oszalałem i biegałem po pałacu z piekielnym krzykiem, wołając o ratunek. Wtedy to zapewne rozbiegli się przerażeni moi słudzy, co słysząc mój głos, a nie widząc mojej osoby, myśleli, że mnie czart opętał, bo kiedy zmogła mnie rozpacz i odebrała mi wszystkie siły i kiedy obudziłem się po wielu dniach z odrętwienia, nikogo już nie było przy mnie. Od tego czasu jestem sam... Od tego czasu płaczę... Wszyscy myślą, że umarłem, a ja żyję i jestem młody i piękny! O, młodzieńcy! Od tego czasu pierwszy raz widzę ludzi, bo ujrzałem was. Widać, że jest jeszcze nade mną łaska boska, widać, że jest jeszcze... Jeśli wy wiecie, gdzie przebywa podstępny i ohydny czarownik, może jeszcze ujrzę siebie samego. Oddam mu wszystko, co posiadam, za to zaklęcie, które mi przywróci ciało! Gdzie on jest? Gdzie on przebywa?!