— Panie! — szepnął Placek.
On zaś rzekł niecierpliwym głosem, nawykłym do rozkazywania:
— Zwierciadło, natychmiast przynieście zwierciadło!
Chłopcy pochylili głowy, aby nie widział łez, które zakręciły się im w oczach. Poszli powoli i za chwilę, drżąc całym ciałem, przynieśli zblakłe zwierciadło i postawili je przed nim.
Nieszczęśliwy człowiek spojrzał zachłannie, potem nagle zamknął oczy, otworzył je znowu i twarz zbliżył do srebrnych zwierciadlanych tafli.
— Co to znaczy?... — szepnął.
Chłopcy milczeli smutno.
— To zwierciadło jest umarłe albo źle odbija... Bracia moi! Kto jest ten zgrzybiały człowiek?
Chłopcy nic nie odrzekli, odwracając głowy.
— Kto mnie zaczarował? — wołał on rozdzierającym krzykiem. — Kto ze mnie uczynił starca?