— Czas, który nie zna litości — szepnął Jacek. — Nie płacz, panie.
On jednak począł płakać cicho, potem podniósłszy z trudem płachtę czarodziejską, zarzucił ją na zwierciadło. Spojrzał na nich i szepnął:
— Módlcie się za mnie...
Chłopcy rzucili się ku niemu, chcąc go podtrzymać, bo się słaniał, on jednak uśmiechnął się tylko i oddał Bogu ducha.
— Biedny, nieszczęśliwy człowiek! — szepnął Jacek po długiej chwili. — Wiele wycierpiał, ale teraz sobie odpocznie. Pomódlmy się za tę biedną duszę.
— Przeklęty czarownik! — zawołał Placek.
— Namówił on tego nieszczęśliwego człowieka do strasznej rzeczy, ale i na niego przyjdzie jego kres. Módlmy się, bracie...
Cichość była wielka w zapuszczonym jak las ogrodzie, kiedy w dole wykopanym wśród zdziczałych róż chłopcy złożyli ciało człowieka, co był niewidzialny.
Wróciwszy do smutnego pałacu, milczeli długo, wreszcie Placek zapytał:
— Czemu ten człowiek umarł?