— Czy twarz może się aż tak bardzo zmienić?
— Twarz? Myślę, że twarz się bardzo nie zmienia, ale coś, co jest poza nią i co wygląda przez oczy, jak przez szyby okna.
— A cóż tam jest?
— Nie wiem... Nie wiem...
Znowu spojrzeli w zwierciadło i patrzyli długo, chcąc dojrzeć przez oczy własne dusze, co dojrzały w cierpieniu i które wielka praca nauczyła pokornej mądrości.
Po długiej chwili Placek, głęboko westchnąwszy, rzekł:
— Czas nam wracać do matki...
— Czas! — powtórzył Jacek jak echo.
— Nie znaleźliśmy szczęścia na świecie.
— Bośmy go nie szukali. Szukaliśmy takiego kraju, w którym próżniactwo jest prawem. Głupi byliśmy, bracie Placku...