— Przyznaję ci to z całego serca. Wracajmy!
— Musimy odpocząć przede wszystkim. Zajmiemy ten pałac i przemieszkamy w nim dłuższy czas, a kiedy powrócimy do sił, pójdziemy tam, skądeśmy przyszli.
— Wrócimy z wielkim wstydem...
— To mnie najwięcej trapi, że nas wyśmieją. Wyszliśmy jako nędzarze, a wrócimy jako żebracy...
— Czy jest na to jaka rada?
— Nie wiem jeszcze, musimy o tym pomyśleć. Żebyśmy mogli przynieść do domu choćby bochenek chleba, już by mi było lżej.
— Ach, a gdyby tak sto dukatów!
— Skąd weźmiemy dukaty, kiedy z nas spadają nawet te wstrętne łachmany, w które nas czarownik przyodział. Zresztą, czy ja wiem? Tyle się nam zdarzyło przygód nieszczęśliwych, że może wreszcie kiedy zdarzy się i taka, co nas nakarmi i wzbogaci.
— Mamy pałac...
— Tak. Niewidzialny podzielił się z nami swoim dobytkiem, ale czy weźmiesz te ruiny na plecy i poniesiesz do Zapiecka? Chodźmy lepiej poszukać czegoś do zjedzenia, a na zmartwienia będzie czas. Obejrzymy nasze mieszkanie.