Wzięła dzbanki i uśmiechając się do nich, poszła powolnym krokiem przez pola.

Jeszcze im nie zniknęła z oczu, kiedy Jacek zaczął mówić szybko:

— Słuchaj no, Placek. Z tym polem to jest jakaś awantura70, ale to wszystko jedno. To jest gorsze, że nam każą teraz pracować, naprawiać głupi dach i wydzierać z ziemi jeszcze głupsze kamienie.

— Nikt nas nie zmusi! — wykrzyknął Placek.

— Zmusić, to nie zmusi, ale przez dziurawy dach będzie ciekło nam na głowy. Co to jest za urządzenie na tym świecie, abyśmy musieli pracować! Ja nie mam najmniejszej ochoty. A ty?

— Ja mam taką samą ochotę. Ale co robić?

— Musi być — mówił Jacek — taki kraj na świecie, gdzie nikt nie pracuje, bo wszystko samo rośnie. Ja słyszałem, że jest.

— Ale gdzie?

— Tego to ja nie wiem, ale wszystko można znaleźć, a w Zapiecku zawsze będzie bieda i nędza. To jest paskudne miasteczko: albo człowiekowi każą się tutaj uczyć, albo pracować. Wiesz co, Placek? Wiejmy stąd!

— Bardzo chętnie! Ale dokąd?