Placek zamilkł, ale obejrzawszy się ukradkiem, pożegnał ostatnim spojrzeniem dalekie już mieszkanie nieszczęśliwego człowieka i coś zaczął szeptać... Może modlitwę...
Szli długo przez lesiste pustkowie, gorączkowo i szybko.
— Zgadłem! — zawołał nagle Jacek. — Jest woda!
W oddali istotnie błysnęło srebrnym blaskiem wygładzone przez słońce rozlewisko wody. Strumień, urodzony w lesie, rozszerzał się równomiernie i nabrawszy powagi, utworzył niewielkie jeziorko, licznie zamieszkane przez krzykliwe żabie tałatajstwo198. Jezioro było płytkie i urocze.
— To musi być tu — rzekł drżącym głosem Jacek.
— Oby się tylko udało! — szeptał Placek.
— Mamy wiele czasu — mówił Jacek — i dobrze się rozejrzymy.
— Jak to zrobić? — zapytał Placek.
— Jeszcze dobrze nie wiem, ale mamy cały dzień do namysłu.
— A co będzie, jeśli nas dojrzy?