Z koła wystąpił chuderlawy człowieczek na krzywych nogach.
— Dobrze! — rzekł kapitan. — Kartofel!
Nikt się nie odezwał.
— Kartofel! — huknął kapitan. — Gdzie jest zbójca Kartofel?
Obejrzeli się wszyscy krwawym wzrokiem i zbudzili Kartofla, który spał.
— Jestem! — mruczał Kartofel sennym głosem.
— Ha! Ha! — wrzasnął kapitan. — Znowu śpisz?!
— Przebacz mi, kapitanie — rzekł zbójca z nosem zadartym i z poczciwą gębą.
— Możesz odejść!
Zbójca Kartofel nie odchodził jednak, gdyż już znowu zasnął, stojąc.