— Precz z moich oczu! — huknął mu nad uchem kapitan.

Zbójca otworzył jedno oko.

— Święta prawda... — mruknął i odszedł do ogniska, gdzie po chwili zasnął.

— Rozporek! — wołał herszt.

— Jestem, kapitanie! — zawołał cieniutkim, wysokim głosem zbójca, chudy i niemrawy.

— Odejdź!... Wieprzoweoko!

— Jestem!

Przed hersztem stanął straszliwy zbójca, który miał jedno oko jasne, a drugie ciemne.

— Trzęsionka! — wyliczał kapitan.

— Jestem!