— Wystąp! Gdzie jest twój nóż?
— Zgubiłem go, kapitanie...
— Ha! Ha! Zgubiłeś? Pewnie znowu uciekałeś?
— Jestem jak lew, kapitanie.
— Dosyć! Łapiduch!
— Na jednej nodze zaraz przychodzę! — wołał zbójca z bardzo śmieszną twarzą.
— Znowu gadasz wierszami?! — wrzasnął kapitan.
— Zetnij głowę, zedrzyj skórę, lecz już taką mam naturę — rzekł zbójca.
— Hu! Hu! Hu! — wrzasnęli zbójcy przeraźliwym śmiechem.
— Milczeć tam! Gdzie jest Krwawakiszka?