Rzekł i znowu zasnął.

— Smutna to jest okolica, tam gdzie stoi szubienica — wygłosił Łapiduch.

— Uciszcie się! — wołali zbójcy. — Mów dalej, kapitanie.

Umilkli wszyscy, a maleńki zbójca Goliat, wyjąwszy z ogniska żarzący się węgiel, począł go zajadać ze smakiem.

— Kto je węgle tak zaciekle, temu dobrze będzie w piekle — mruknął Łapiduch.

Kapitan, zarzuciwszy wąs za ucho, mówił:

— Wiem o takich bogactwach, wobec których majątek kupca nie jest wart funta kłaków.

— Ho! Ho! — zakrzyknęli zbójcy, a Robaczek zgrzytnął zębami i z wielkiej radości wyrwał sosnę z korzeniem.

— Bardzo musi być radosny, kto wyrywa z ziemi sosny! — zadeklamował Łapiduch.

— Daleko stąd — mówił kapitan — znajduje się zamek, w którym wszystko jest ze złota...