— A gdyby i wtedy milczeli? — zapytał młody zbójca.
— Posmaruj ich miodem i przywiąż do drzewa koło mrowiska. Na noc możesz ich wieszać, zaczepiwszy żebrem o hak. Możesz każdemu z nich wyłupić jedno oko i obciąć jedno ucho.
— Jest to radość bardzo krucha, nie móc ujrzeć swego ucha — powiedział smutno Łapiduch.
— A gdyby umarli?
— Wtedy puścisz ich wolno! — rzekł herszt.
— „Jestem wolny”, rzekł raz zając, na rożnie się przypiekając — rzekł, kiwając głową, Łapiduch.
— A teraz w drogę, panowie zbójcy! — krzyknął herszt.
— Niech żyje kapitan! — ryknęli oni.
— Zły to bardzo jest kapitan, co nie żyje, gdy jest witan! — rzekł niepewnie Łapiduch.
— To, co teraz powiedziałeś, nie ma wcale sensu — zaśmiał się Rozporek.