Wreszcie zbójca usiadł na pniu tuż obok chłopców i rzekł:

— Czy słyszeliście, co powiedział kapitan?

— Słyszeliśmy — odrzekł smutno Jacek. — Czy będziesz nas męczył?

— Jeżeli mi od razu powiecie, gdzie wrzuciliście złoto do wody, nic wam złego nie uczynię. Nie mam ja twardego serca i okrutnej duszy, ale mnie głowę utną, jeśli wam będę pobłażał. Powiedzcie mi po dobremu, co i gdzie cisnęliście w wodę?

— Szlachetny zbójco — rzekł Jacek — powiemy ci wszystko, lecz ty nie uwierzysz, a nie ma sposobu, aby cię przekonać.

— Czy to, co mi chcesz powiedzieć, jest tak nieprawdopodobne?

— Tak, bo zdarzyły się nam najdziwniejsze rzeczy. Strasznie my jesteśmy nieszczęśliwi!

Zbójca spojrzał na nich ze współczuciem.

— Jestem gotów wysłuchać waszego opowiadania, bo mam dość czasu na to, aby was wziąć na tortury, gdybyście chcieli oszukać mnie łgarstwem. Moi towarzysze wrócą za jakiś miesiąc albo za dwa.

— O, nie! — rzekł Placek. — Oni wrócą chyba za rok, bo my wiemy, gdzie jest zamek złotych ludzi.