— Ty milcz — krzyknął zbójca — a ty mów dalej!
Jacek zaczął opowieść: mówił wzruszonym głosem, szczerze i serdecznie. Nie ukrywał powodów, które ich skłoniły do ucieczki, oskarżał siebie i brata o egoizm i brak serca.
Zbójca słuchając, patrzył w ogień, który czasem uderzony oddechem wiatru silniej rozbłysnął. Miał ten Nieborak dobrą twarz i wiele współczucia w spojrzeniu; może więcej dlatego niż z obawy tortur chłopcy poczuli do niego zaufanie.
Jacek opowiadał o strachach na bagnie i dziwnym starcu, którego skrzywdzili, a za którym powędrował las.
— Dziwne, dziwne opowiadasz mi rzeczy — rzekł zbójca. — I cóż się stało dalej?
— Potem — mówił Jacek — przeszliśmy cudem jakieś okolice, gdzie rozlewisko bagien otacza wyniosły pagórek, na którym...
Zbójca drgnął i spojrzał mu bacznie w oczy.
— Byliście na wzgórzu otoczonym bagnami? Mów prędzej, na Boga! Mów prędzej! Co widziałeś na tym wzgórzu?
— Na tym wzgórzu — opowiadał zdziwiony Jacek — widzieliśmy chatę...
— Czekaj, przestań mówić! — mówił drgającym głosem Nieborak.