Położył rękę na sercu i przymknął oczy.
— Jak ci na imię? — rzekł po chwili dziwnym głosem.
— Jacek — odpowiedział chłopak z coraz większym zdumieniem.
— To wszystko prawda! — rzekł Placek w obronie brata.
— Słuchajcie — mówił zbójca, z trudem chwytając powietrze — zapytam was o coś, a wy zaklnijcie się, że mi powiecie prawdę.
— Przysięgamy ci na serce matki — powiedział Jacek wzruszonym głosem.
— Na serce naszej matki — dopowiedział jak echo równie wzruszony Placek. — Pytaj, panie!...
— Wierzę wam... Więc mi powiedzcie, czy na tym wzgórzu w tej chacie był kto żywy?
Mówiąc to, wpił się spojrzeniem w ich twarze i widać było, że wstrzymał oddech w piersi, oczekując odpowiedzi.
Jacek, czując, że coś się dziwnego dzieje, odrzekł głosem wyraźnym i jakoby uroczystym: