— Zapach idzie z tego domku — rzekł Nieborak. — Muszą tam być zdechłe ryby...

Na odgłos tętentu otwarły się drzwi domku i stanął w nich dziwaczny człowiek, bardzo pokraczny, na krzywych nogach, z garbem na plecach, z kilkoma włosami na brodzie. Od niego właśnie biła ta przejmująca woń.

Jacek i Placek przyjrzeli mu się pilnie i ich zdumienie nie miało granic.

Człowieczek zbliżył się do koni, które zaczęły się cofać, parskając z powodu zabójczej woni, i rzekł:

— Witam was, dostojni panowie. Raczcie zapłacić myto za przejazd przez most.

— Uczynimy to natychmiast, szlachetny hrabio Mortadello! — rzekł Jacek.

Pachnący człowieczek spojrzał na nich zdziwiony.

— Nie wiem, skąd znacie moje piękne nazwisko — rzekł — bo ja nie mam zaszczytu was znać.

— Zanim ujrzeliśmy Waszą Dostojność, poznaliśmy cię po tej twojej pomadzie na piękność!

— Cha! Cha! — zaśmiał się hrabia. — To jest wspaniała i niezrównana pomada. Jednak jest mniej skuteczna na zachowanie piękności, ale ma inne walne223 zalety, bo na dziesięć mil dookoła zdechły wszystkie muchy i komary, których tu przedtem było w bród.