— Z początku nie chciała, alem ją sprał co nieco, to się potem modlić nauczyła.

— Dziwne, dziwne!... — szepnął Placek.

A Jacek na to:

— Lepiej, że sobie stąd poszła. A długo była w tych stronach?

— Nie bardzo, bo jednego dnia przyleciała ogromna wrona, pogadała z nią po swojemu, potem baba siadła na wronę i tylem ją widział.

— Całe szczęście — rzekł Jacek — bo to była żona strasznego czarownika i sama pewnie czarownica.

— To i co z tego? — zaśmiał się chłop. — Jakbym jej był kazał nosić ziemię od rana do nocy, toby jej się odechciało czarów. Szkoda, że nie wiedziałem, iż to taka czarownica, bo byłbym jej kazał wyjadać robaki z pola. Po co ja jej dawałem uczciwego chleba?

— Macie go dosyć.

— Mało jeszcze, strasznie mało — żalił się uśmiechnięty chłop.

Życzył im szczęścia, zdrowia i miłej podróży.