— To dobrze — mówił staruszek. — Jeśli chcecie się pożywić i napić wody, to chętnie wam służę.

— Doskonale — zawołał Jacek. — Pójdziemy do źródła przy twojej chacie.

— A skąd ty wiesz, młodzieńcze, że przy mojej chacie jest źródło?

Jacek oblał się purpurą.

— Idźcie już, idźcie — zaśmiał się staruszek.

Wtem Placek, utkwiwszy wzrok w jedno miejsce, zapytał cicho:

— Kto ci umarł, najzacniejszy panie, bo widzę tam grób wśród białych brzóz?

Stary człowiek smutno westchnął i rzekł:

— Dawno temu, przed dziesięcioma może laty przyniósł do mnie mój oswojony niedźwiedź zemdloną z wyczerpania ślepą dziewczynkę, którą znalazł w lesie. Mówiła, biedactwo, że idzie do nieba, do swojej matki...

— Czy doszła? — zapytał Jacek.