— Tak, umarła cichutko w moich ramionach, uśmiechnięta i szczęśliwa.
— Biedna Marysiu... — westchnął Placek.
Staruszek spojrzał na nich tkliwie.
— Pomódlcie się na jej grobie, nad którym zawsze nocą śpiewa słowik — rzekł cicho. — Wspominała mi o dwóch dobrych chłopcach, którzy ją nakarmili w drodze. Mówiła o nich słodko i rzewnie.
Chłopcy spędzili całą noc u staruszka, wzruszeni i szczęśliwi, kiedy zaś nazajutrz wybierali się w drogę, rzekli nieśmiało:
— Święty staruszku, jesteśmy bogaci i mamy wiele pieniędzy. Czy raczyłbyś przyjąć od nas kilkadziesiąt dukatów?
— A co to są dukaty? — zaśmiał się staruszek.
— Są to złote pieniądze.
— A co to są pieniądze?
Jacek nie umiał mu tego wyjaśnić, więc stary człowiek rzekł mu, śmiejąc się szczerze: