— Czy ja płacę drzewom za cień, a źródłu za wodę? Czy pszczoły wezmą ode mnie złoto za miód, a mój służka niedźwiedź za to, że mi przyniesie drew na ognisko? Jedźcie zdrowo, młodzieńcy, jedźcie zdrowo! Dajcie te dukaty komuś biednemu, lecz nie dawajcie ich mnie, bo jestem bardzo, bardzo bogaty!
Ucałowali jego ręce i pognali w cwał.
On patrzył długo za nimi i śmiejąc się, mówił sam do siebie:
— Myśleli, że ich nie poznałem. Cha! Cha! Poczciwe mają serca, tylko wiatr mieli w głowach. Ej, kosie!
Wesoły ptak przysiadł na gałązce i śmiesznie zagwizdał.
— Poleć przed nimi i wskaż im drogę, gdyby zbłądzili.
Kos gwizdnął zupełnie jak człowiek i poleciał.
Widzieli go czasem chłopcy, jak przysiadł na ich drodze i śmiesznie podrygiwał, przekrzywiwszy głowę; kiedy chcieli jechać w prawo, wesoły ptak rozpoczynał swój przeraźliwy gwizd i leciał w lewo...
— Zupełnie jakby nas prowadził — rzekł zdziwiony Jacek.
— Coś mi się zdaje — mówił Placek — że ja tego kosa widziałem w brzozowym gaju.