Szli znowu bez celu, w ciągłej nadziei, że dokądś kiedyś zajdą.
Około południa ujrzeli z radością żywe stworzenie. Na środku łąki stał osioł, wcale się nie poruszając. Rozparł się wygodnie, jedno ucho podniósł w górę, drugie opuścił ku ziemi. Wyglądał jak martwy, od czasu do czasu jednakże kiwnął ogonem, co było niewątpliwym znakiem, że żyje. Chłopcy obejrzeli go ciekawie, gdyż dotąd widzieli takiego zwierza jedynie na obrazku. On wcale nie zwrócił na nich uwagi.
— Dzień dobry panu! — zawołali.
Osioł machnął lekceważąco ogonem.
— Co pan tu robi? — zapytał Jacek.
Osioł nie odpowiedział, tylko ucho wzniesione do góry opuścił wdzięcznie na dół, a opuszczone podniósł w górę.
Myśląc, że albo ich lekceważy, albo też jest głuchy, zaczęli go tarmosić za uszy. Trudno było tego nie zauważyć, toteż osioł odezwał się niecierpliwie:
— Proszę mi nie przeszkadzać.
— A cóż ty takiego robisz? — zapytał Placek.
— Rozmyślam! — stęknął osioł.