— Za pozwoleniem — przerwał Patałłach — ale dlaczego wciąż zaczynasz mówić, a nigdy nie kończysz?
— Bo mi ustawicznie przerywasz — rzekł zniecierpliwiony Jacek — ciągłymi zapytaniami i nie pozwalasz mi dojść do słowa.
— Jest to moda w rodzinie osłów: lubimy wiele mówić i o wszystko pytać. Jeden z moich przodków tym się na cały świat wsławił, że umiał zadawać tyle pytań, iż dziesięciu filozofów nie mogło na nie odpowiedzieć. Cóż więc takiego wydarzyło się szczęśliwego?
— Nadzwyczajna to jest rzecz — rzekł Jacek — ale my także szukamy tego kraju, w którym nikt nie pracuje!
— Więc to i wy uciekliście od swego pana?
— Uciekliśmy, a od kogo, to do sprawy nie należy. Jeśli będziesz mnie o to pytał, ugryzę cię w ucho. Dość, żeśmy uciekli i szukamy tego błogosławionego kraju. Nie chcemy pracować. Chcemy pić i tańczyć. Czy pragniesz tego samego?
— Za pozwoleniem — ryknął osioł — w naszych pragnieniach jest niejaka różnica: chcę jeść i pić, ale wcale nie myślałem o tańcu. Jestem zbyt poważnym uczonym na takie swawole.
— Ale jeść chcesz?
— Chcę bardzo, byle dużo, a nawet jeszcze więcej.
— Pić chcesz?