— Chcę, chociaż w mniejszym stopniu pragnę napoju niż jedzenia.

— A pracować nie chcesz?

— Gardzę pracą, gdyż jest to złośliwy wynalazek istot nierozumnych. Zawsze też doprowadzało mnie to do głuchego gniewu, że takiemu jak ja filozofowi kazano wozić wodę. Czy pozwolicie, że ryknę na znak protestu?

— Rycz zdrowo.

Patałłach rozwarł paszczę i wydał głos tak straszliwy, że z drzew posypały się liście. Potem rzekł nieco niższym głosem:

— Cały świat musi zadrżeć, słysząc mój wspaniały ryk, ale wy się nie bójcie, bo jestem dla was bardzo łaskawy i uprzejmy.

— Więc pójdziemy razem?

— Cóż robić? W podróży nie jestem wybredny i byle jakim zadowalam się towarzystwem. Raz musiałem iść w zaprzęgu nawet z koniem, ale wtedy uległem przemocy. Pójdę z wami, ale stawiam jeden warunek.

— Jakiż to warunek?

— Od czasu do czasu nachodzą mnie niezmiernie głębokie myśli, które muszę wszechstronnie rozważyć. Wtedy przystaję w drodze i oddaję się rozmyślaniom.