— Chodźmy na zachód!
Osioł chciał ruszyć z kopyta, ale chłopcy, spojrzawszy na siebie porozumiewawczo, skoczyli mu niespodziewanie na grzbiet.
Patałłach przystanął zdumiony, na chwilę oniemiał, potem ryknął z przerażenia i gniewu.
— Łotry! Precz z mojego grzbietu!
— Jesteśmy zmęczeni — zawołał Jacek — i pojedziemy na tobie.
— Złaźcie natychmiast!
— Ani nam się śni. Od tego jesteś osioł, ażebyś nosił ludzi.
— Nie jestem osioł, jestem filozof!
— Pojedziemy na filozofie...
— Słuchajcie — ryczał Patałłach — nie chcecie pracować?