— Nie mamy tego zamiaru.
— A dlaczego każecie pracować mnie?
— Bo jesteś osioł!
— To jest oszustwo! Jesteście wstrętni ludzie! Ja też nie chcę pracować. Złaźcie natychmiast!
— W drogę, Patałachu przez jedno „ł”!
Na tak ciężką obrazę gniew porwał oślego filozofa. Wierzgnął tak potężnie, że Jacek zleciał w jedną stronę jak gruszka, a Placek w drugą jak dojrzałe jabłko. Patałłach kopnął jednego w brzuch lewą nogą, a drugiego, dla sprawiedliwości, też w brzuch, ale na odmianę prawą nogą.
— Gwałtu!86 — ryknęli chłopcy oślim rykiem.
Patałłach wierzgał przez dłuższy czas, aby okazać, że jest zwycięzcą, i pognał przed siebie jak obłąkany, rycząc przeraźliwie:
— Precz z pracą! Do widzenia, łobuzy!
— Żeby z ciebie zrobili kiełbasy! — krzyknął za nim Jacek. Placek nie mógł nawet krzyknąć, bo trzymał się za brzuch i jęczał.