— Ależ to straszliwa praca — zawołał Jacek. — Po co to robicie?

Stary bóbr spojrzał na niego z podziwem.

— Jak to: po co? Widzę, że woda nalała ci się nie tylko do uszów, ale do głowy, bo bredzisz. Pracujemy, bo musimy.

— A któż wam każe?

— Nikt nie ma nam nic do rozkazywania. Nasi ojcowie pracowali, pracujemy my i pracować będą nasze dzieci. Kochamy naszą pracę, gdyż chociaż jest ciężka, jest mądra i pożyteczna. Czy wy nie pracujecie?

— Gardzimy pracą!

— Uff! Uff! — stęknął bóbr w niewypowiedzianym zdumieniu.

— Właśnie wędrujemy do kraju, w którym nikt nie pracuje. Chodźcie z nami, bobry! Będzie wam rozkosznie i wesoło... Będziemy jeść i pić...

— A kto będzie dla nas budował domy? — zapytał bóbr.

— Dom jest to głupi wynalazek. Tam, dokąd idziemy, stoją same pałace, których nikt nie budował. Chodźcie z nami!