— Tyle, ile jest na niebie gwiazd.

— A ile jest gwiazd?

— Tyle, ile pszczół. Gwiazdy to są pszczoły Pana Boga i zbierają miód na łące nieba. Ale żegnajcie mi! Nie mam czasu... Przed zachodem słońca muszę jeszcze sto dziewięć razy odbyć drogę do ula i z powrotem.

— Szczęśliwej drogi — zawołał Placek.

— Powinieneś wykrzyknąć to sto dziewięć razy — brzęknęła pszczoła i jak złota okruszyna zginęła w słonecznej mgle.

Jacek spojrzał na Placka i mrugnął wesoło:

— Placku — rzekł — będziemy mieli miód!

— Placek powinien być z miodem, jeśli mam się uczciwie nazywać — rzekł Placek. — Chodźmy czym prędzej do mieszkania pszczoły.

— Głupie to jest stworzenie — śmiał się Jacek. — Gdybym miał w domu miód, nie powiedziałbym tego nikomu, ale te wszystkie pracujące stworzenia są naiwne i łatwowierne.

Pobiegli wesoło do trzech drzew, obejrzeli je starannie i w jednym z nich ujrzeli w rozwidleniu konarów czarny otwór, przy którym odbywał się brzękliwy i nieustanny ruch. Setki pszczół mijały się w locie; te, które wlatywały do ula, leciały lotem ciężkim, wylatujące zaś jak gdyby płynęły na lekkich skrzydłach.