— Chętnie napijemy się wody i zjemy poziomki, ale nie chce się nam chodzić. Ty pójdziesz sam i przyniesiesz nam, co trzeba.
— Uczynię to — rzekł łagodnie staruszek — jeżeli jesteście zmęczeni.
— Nie jesteśmy zmęczeni, a ty będziesz to czynił codziennie, jak długo nam się będzie podobało. Odtąd nie będziesz mieszkał w tej dziurawej chatce, bo my ją zajmiemy dla siebie, a ty za to naprawisz jej dach!
— A gdzie ja będę spał? Chętnie się z wami podzielę wszystkim, mogę nawet spać w lesie w pogodne noce, cóż jednak uczynię w noce burzliwe i niepogodne?
— Czyń, co ci się podoba! My postanowiliśmy nie pracować i nic nas nie obchodzi. Idź natychmiast po jedzenie, a potem znajdź sobie legowisko...
— Dzieci moje... — zaczął mówić staruszek.
— Nie mów tyle — krzyknął Jacek — nudzisz nas i niecierpliwisz!
— Na Boga! — rzekł staruszek zdumiony. — Czy jest to możliwe, abyście mieli takie niewdzięczne serca? Gdyby się matka wasza dowiedziała o tym...
— Zamilknij! — krzyknęli oni dzikimi głosami.
— Ach, boli was wspomnienie matki? Jeszcze jest w was iskierka...