Placek jednakże, usłyszawszy ten głos, zmartwiał i nie ruszał się z miejsca, wlepiwszy oczy w mówiącą kobietę.
— Czemu stoisz jak słup? — zapytał Jacek.
— Jacku — mówił cicho Placek — to dziwne...
— Co dziwnego?
— Przypatrz się dobrze, bo mnie się zdawało, kiedy usłyszałem ten głos...
— Co ci się zdawało?
— Że to przemówiła... że to przemówiła... nasza matka...
— To nie może być!
— Nie wiem, ale ten głos... kiedy powiedziała: „czy to ty nadchodzisz, mój synu?”...
Jacek spojrzał pilnie ostrym wzrokiem i niedowierzająco pokręcił głową.