— To nie może być nasza matka, bo i skąd by się tu wzięła?
— Ale ten głos!...
— Łudzi cię tylko głos. To jednak z pewnością nie jest nasza matka.
— Skąd masz tę pewność?
— A stąd, że nasza matka zapytałaby: „czy to wy nadchodzicie, synowie moi?”, a ta czeka na jednego tylko.
— Tak, tak, to prawda. Nas jest dwóch... Ale zbliżajmy się ostrożnie.
— Kogóż się boisz, kobiety?
— Nie boję się, ale jest mi jakoś dziwnie...
Kobieta u ogniska powtórzyła tęsknym, pełnym drżenia głosem:
— Czy to ty nadchodzisz, mój synu?