— I długo zamierzasz to czynić?

— Aż do dnia mojej śmierci. Kiedy zaś nie będę mogła nakarmić ognia drzewem, kiedy nie będę mogła przywlec i rzucić go w ognisko, wtedy sama rzucę się w ogień, aby go podtrzymać jeszcze przez chwilę, bo może właśnie wtedy syn mój będzie wracał do mnie przez trzęsawiska.

— A jeśli on już nie wróci?

Kobieta spojrzała z rozpaczą.

— Jak to być może, aby dziecko nie wróciło do swojej matki?

Chłopcy odwrócili oczy.

— Wróci — mówiła kobieta — choćby był na końcu świata.

— A czemuż nie powraca tak długo?

— Nie wiem. Może go król wziął na żołnierza albo może jęczy w niewoli u zbójców?

— A jeśli zginął?