— Czemuś tego od razu nie powiedział?

— A bo pytaliście o drogę! Ale kiedy widać miasto, to już pewnie traficie.

— Z pewnością! Chodź, Placek!

— Niech was Bóg prowadzi.

— Do widzenia!

— A bądźcie zdrowi — wołał za nimi chłop. — Zamartwiłbym się, gdyby wam się przygodziło co złego.

I zaśmiał się bardzo serdecznie.

Rozdział dziewiąty, w którym Jacek i Placek zdobywają wielką nagrodę i jeszcze większe lanie

Było to wielkie i wspaniałe miasto, a zwało się dźwięcznie: Psia Górka. Rządził w nim namiestnik121 królewski, mąż bardzo dostojny, hrabia Mortadella, który miał taki dziwny zwyczaj, że na wszystkie sprawy przymykał jedno oko i udawał, że nie bardzo widzi, co wyprawiają królewscy poddani. Ponieważ ciągłe przymykanie oka było uciążliwe, przeto hrabia nosił na oku czarną przepaskę, przez jeden tydzień na lewym, a kiedy mu się to znudziło, przez drugi tydzień nosił ją na prawym. Nie szpeciło go to wcale, bowiem był to mąż przedziwnej piękności, najpiękniejszy w całym królestwie, chociaż był łysy, miał zajęczą wargę122, krzywy nos, spiczastą brodę, kulawą nogę, bardzo długie ręce, był nieco garbaty i miał tylko trzy zęby, które bardzo się chwiały. Dworzanie jednak głosili, że jest niezmiernie przystojny, więc i on sam w to wierzył, i wszyscy poddani wierzyli w to święcie. Był z tego tylko jeden kłopot. Ponieważ nie chciano, aby potężny namiestnik zmartwił się tym, że nie jest tak bardzo piękny, jak to głoszono i jak o tym w dzień jego urodzin pisano w państwowej gazecie, władze nakazały potłuc w całym mieście wszystkie zwierciadła, co zostało wykonane bardzo ściśle, tak że nie było ich nawet u golibrodów. Korzystali oni z tego w niesumienny sposób, gdyż czasem golili mieszkańców tylko z jednej strony, wiedząc, że ci nie mogą przejrzeć się w zwierciadle.

Nie wolno też było używać polerowanych naczyń, które wybornie wyczyszczone kredą mogą zastąpić zwierciadło, nie wolno było myć okien z tego samego powodu i nie wolno było butom nadawać wspaniałego połysku. Z nadmiernej przezorności nie wolno było wobec królewskiego rządcy odsłaniać głowy ludziom nadmiernie łysym, była bowiem obawa, że przejrzeć się może i w połyskliwej łysinie. Ten wielki dostojnik nigdy w swoim życiu nie widział zwierciadła wody, bowiem nigdy mu jej nie pokazano, aby się w niej nie mógł przejrzeć. Był on też bardzo szczęśliwy i dumny ze swojej urody, tym bardziej że wszystkie damy w tym wielkim mieście otrzymały srogi rozkaz, aby na widok królewskiego zastępcy natychmiast wpadały w omdlenie z okrzykiem: „Ach, jaki przystojny jest hrabia Mortadella!”. Hrabiego nękał z tego powodu wielki smutek, martwił się bowiem, że swoją nadludzką urodą sprawia tak straszliwe wrażenie. Jedno go tylko dziwiło niepomiernie: to mianowicie, że każdy pies na jego widok albo zaczynał wyć, albo podkuliwszy pod siebie ogon, zmykał jak szalony. Dworzanie wyjaśnili mu to dziwne zachowanie blaskiem bijącej od niego potęgi, która jest tak wspaniała, że działa nawet na nierozumne zwierzęta. Słysząc to, hrabia Mortadella uśmiechał się łaskawie i z nadmiernego zadowolenia gładził brodę, w której było jedenaście włosów, a kiedy rok był urodzajny, to nawet dwanaście.