— Prawda! Po co oni wszyscy robią sobie garby?

— Widać, że tu taka moda. Porobimy sobie takie garby, jakich świat nie widział. Rwij trawę, Jacek!

Nazbierali trawy i jeden drugiemu zmajstrował wspaniały, urodziwy garb, tak że wyglądali jak para młodych wielbłądów.

— Teraz — rzekł Jacek — wejdźmy ostrożnie do miasta. Jest już tak ciemno, że nikt nie zobaczy naszych twarzy, a jutro wieczorem spotkamy się w tym miejscu. Tylko ostrożnie. Ty idź pierwszy.

Placek wszedł w bramę, w której stał strażnik. Na widok Placka pochylił dzidę i rzekł:

— Dokąd śpieszysz, młodzieńcze?

— Na wyścigi — odrzekł Placek grubym głosem.

— Witam cię w imieniu hrabiego Mortadelli! Czy jesteś garbaty?

— Tak jest, dostojny panie!

— Racz tedy wejść i zdobądź wielką nagrodę!