— U mnie. Zapraszam cię z całego serca.

— Strasznie pani dziękuję, ale to na nic... Ja muszę albo wracać, albo powędrować za panią Opolską.

— A jakżeż powędrujesz? Masz jakieś pieniądze?

— Tyle, żeby nie umrzeć.

— No, to niewiele. Zostań więc tutaj, a ja wymyślę jakiś sposób, abyś mogła zobaczyć się z panią Opolską.

— Proszę pani... Pani jest strasznie kochana, ale ja nie śmiem... Przecież to wielki kłopot i cała awantura.

— Taki kłopot i taka awantura, jak gdyby zziębnięty i głodny ptak wleciał do domu przez otwarte okno. Czy nie przytuliłabyś ptaka, drogie dziecko? Ale, ale... Skąd ty znasz Zadorę?

— Tego pana, co przyniósł mi walizkę? Ja go wcale nie znam. Spotkałam go po drodze i poprosiłam, aby mi pomógł, a on to chętnie uczynił. Bardzo miły pan. Kim on jest, proszę pani?

— To sławny śpiewak, znany na obu półkulach i dlatego tylko nieznany na trzeciej, że jej nie ma. Ale żeby obcej panience niósł walizkę... To nadzwyczajne!

— To dlatego tak się wszyscy za nim oglądali! — uśmiechnęła się Irenka.