„Biedne jakieś, a takie śliczne stworzenie”, pomyślała i wziąwszy jej zziębłe, drobne ręce w swoje, dobrym i łagodnym głosem zaczęła ją zachęcać, aby przemówiła.

Irenka opowiedziała jej, że pani Opolska jest ciotką jej matki, że szuka jej w sprawie niezmiernie ważnej i że nie może jej znaleźć. Kiedy wymieniła jej swoje nazwisko i powiedziała, skąd pochodzi, pani Milecka rzekła z wielką czułością:

— Znałam twego ojca, drogie dziecko, bo pochodzimy z jednych stron, i o waszym nieszczęściu też słyszałam. Ja także wychowałam się na wsi... Mój Boże! Więc pani Opolska jest twoją krewną... Nie chcę o nic pytać, dlaczego jej tak szukasz, bo to twoje sprawy, niech mi tylko Irenka... Wszak Irenka, prawda Niech mi Irenka to jedno powie: czy musisz widzieć się z panią Opolską?

— Piechotą pójdę tam, gdzie pani Opolska teraz się znajduje.

— Aż tak?! Jest ona teraz na wsi pod Krakowem96, ale piechotą tam, biedactwo kochane, nie zajdziesz.

— Droga, złota pani, co ja mam teraz zrobić?

— Czy ja wiem, czy ja wiem... — zatroskała się pani Milecka. — Pozwól, niech się zastanowię.

Milczała przez długą chwilę, wreszcie rzekła serdecznie:

— Napiszesz, moje dziecko, w tej chwili do matki, że na kilka dni zostaniesz w Zakopanem.

— Napisać to ja napiszę, ale gdzie ja się podzieję?