— Nazywają ją „Białym płomieniem Szwecji” — mówił Zbyszek, patrząc przed siebie nieprzytomnym wzrokiem jak lunatyk.

— „Biały płomień Szwecji” — powtórzyła Irenka. — Co to znaczy?

— To znaczy, że pali, a nie grzeje. To takie cudowne określenie jej duszy.

— Rozumiem — rzekła Irenka. — Mnie nazywają „Panną z mokrą głową”.

Zrozpaczony melancholik zaledwie usłyszał, bo w dalszym ciągu rwał swoje serce i rozrzucał je po zaśnieżonej drodze.

— Trzech z naszej klasy kochało się w niej śmiertelnie, dzisiaj jednak kocham się w niej ja jeden tylko.

— A tamci dwaj?

—- Przeszło im. Jeden przerzucił się na Marlenę Dietrich100, a drugi zakochał się na miejscu, w Zakopanem. Ja tylko wytrwałem i cóż mi z tego?

— Biedny Zbyszek... — szepnęła Irenka z wielkim przejęciem. — Czy „Biały płomień Szwecji” przebywa w Zakopanem?

On aż przystanął ze zdumienia.