— Nawet mi nie odpisała. Otóż masz... Kobieta!
Każde słowo tego zdania było ostrym nożem, który Zbyszek nie tylko że wbijał sobie w serce, ale wbiwszy, obracał ostrze kilkakrotnie, dla tym większej męki.
Irenka z wielkim wzruszeniem rozmyślała o tej rozmowie, pełnej rozpaczy. Biedny chłopak ten Zbyszek... Taki ładny i taki „jakiś taki”, a zła kobieta zza morza złamała mu serce. Nawet mu nie odpisała, a przecież powinna była uczynić to natychmiast. Jeśli nie jest wolna, powinna mu była napisać: „Bardzo mi przykro, mój Zbyszku, ale nie zawracaj sobie nadaremnie głowy. Ty pójdziesz górą, a ja doliną!”. A ona ani słowa... Pewnie! Cóż ją, gdzieś tam daleko, obchodzi to, że w Zakopanem męczy się i dręczy biedny chłopiec!
„Gdyby był do mnie napisał”, myślała, „odpisałabym mu natychmiast. Ułożyłybyśmy list z mamą, a zakończenie dorobiłaby ciocia Amelia wierszem”. Machnęła ręką.
Nie mogła jednak przestać myśleć o tym tak potwornie nieszczęśliwym chłopaku. Przebaczyła mu od razu wszystkie jadowite słowa, wypowiedziane pod jej adresem, i wszystkie miny. Czułe jej serce roztkliwiło się i rozżaliło. Patrzyła teraz na niego inaczej i za wszelką cenę chciała go pocieszyć. Gdyby ona miała taki straszliwy dramat w życiu, poszłaby do matki i wypłakałaby się na jej piersi — on jednak tego nie uczyni. I nie można mu się dziwić, bo jest już w siódmej klasie, a na czole ma wspaniałą, niezłomną dumę. Jedna jest tylko rada na to przeraźliwe nieszczęście: niech uczyni tak, jak jego dwaj przyjaciele, co też kochali się śmiertelnie w „Białym płomieniu Szwecji”. Albo niech mu to przejdzie, albo niech się zakocha w innej. Widać, że jest to dobre lekarstwo i używane z powodzeniem. Inaczej bowiem albo mu pęknie serce, albo znienawidzi wszystkie kobiety, bo już jest na drodze do tego obłędnego przedsięwzięcia. Do tego dopuścić nie można! Niech zakocha się w kimś innym. Ale w kim?
— We mnie! — szepnęła z wielkim drżeniem serca.
Tak przeraziła się własnej, olśniewającej myśli, że zrobiło się jej słabo. Wszystko w niej omdlało: serce, dusza, ale przede wszystkim głowa. Poczuła w niej wielki zamęt, bo świat się z nią zakręcił, a góry, na pozór wieczyście nieruchome, zmieniły położenie.
— O, mamo! — szepnęła, jakby wołając o ratunek. — Czy ja zakochałam się czy co?
Nikt jej nie odpowiedział.
W tej chwili weszła pani Milecka z depeszą w ręku. Spojrzała na Irenkę zdziwionym wzrokiem i zapytała z wielką czułością: