— Oszalała dziewczyna! — krzyknął doktor.
— Przecież Irenka nie kłamie — rzekła pani Borowska.
— W takim razie on oszalał. Coś niesłychanego! Skąd ona wytrzasnęła słynnego śpiewaka do noszenia walizek?
— Ona wszystko potrafi! — wtrąciła z uwielbieniem ciotka.
— Niech pani czyta dalej, a ja każę przynieść lód na głowę, na wszelki wypadek.
Pani Borowska brnęła przez list jak przez dziewiczą puszczę, a wreszcie odczytała zmienionym głosem, jakby sama sobie nie wierząc: „..I w tym Zbyszku, który kocha się w «Białym płomieniu Szwecji», ja sama zakochałam się śmiertelnie...”.
— Demencja! — wrzasnął doktor.
— To nie demencja, to miłość — westchnęła ciocia.
— To dzieciństwo! — uśmiechnęła się pobłażliwie pani Borowska.
Po takiej niespodziewanej wiadomości musieli odetchnąć.