— Moja matka wie.
— A więc to taka mała zmowa!
Irenka spojrzała na nią wzrokiem pełnym wielkiego żalu.
— Proszę pani — rzekła drżącym głosem — niech pani mówi ze mną, jak chce, i niech pani nawet mnie zwymyśla, ile się tylko da, ale niech pani o mojej matce ani źle nie mówi, ani źle nie myśli. Moja matka jest chora, bardzo ciężko chora na serce. Gdyby mi nie pozwoliła pojechać do pani Opolskiej, byłabym może uciekła... Ja nie wiem... Ale ja musiałam pojechać właśnie dlatego, że moja matka jest taka chora. Mama nie sprzeciwiała się, bo tylko jedna pani Opolska potrafiłaby ją poratować.
— Bardzo ładnie. A czemuż tylko pani Opolska?
— Bo my nie mamy nikogo poza nią na świecie. Wprawdzie raz już jeden mamusia pisała do niej, ale odmówiła. Sama woziłam list na pocztę w wielkiej tajemnicy.
— Przed kim?
— Przed ojczulkiem. Mama nie chciała, aby ojciec wiedział, że szuka ratunku.
— Ach, tak... I pani Opolska odmówiła... No, a teraz? Co masz teraz do powiedzenia pani Opolskiej? Przyjechałaś po pieniądze. Czy nie tak?
— Nie! — odpowiedziała Irenka mocnym głosem.