— Więc po co właściwie?

— Ułożyłam sobie — mówiła Irenka — że padnę do nóg pani Opolskiej i wybłagam, aby ratowała moją matkę i mojego brata. To jeszcze dziecko... Może pani Opolska wzięłaby ich do siebie na wieś albo do Warszawy na tak długo, zanim ja nie będę mogła pracować.

— Aha! Pani Opolska miałaby wziąć do siebie matkę i brata... Ale czemu nie mówisz o sobie? Co miałoby stać się przez ten czas z tobą?

— Ze mną? Ja dobrze o tym nie myślałam, proszę pani. Gdzieś byłabym się przytuliła i uczyłabym się pracy. Co tam ja! Ja mogę jeść byle co i spać na gałęzi, ale mama nie może i brat też nie. Ja nawet myślałam...

— Mów śmiało.

— Myślałam nawet o tym, że pani Opolska zajmie się nimi, a ja chociaż część tego, co im da, odsłużę jako pokojówka...

— U kogo?

— Myślę, że u pani Opolskiej.

— Jako pokojówka... Jako pokojówka... — powtarzała siwa pani bezdźwięcznie. — Czemu tak wpatrujesz się we mnie? — zapytała nagle bardzo szorstko.

— Bardzo panią przepraszam. Ja mam takie niemądre przyzwyczajenie patrzenia w oczy. Już nie będę...