Pani Opolska szepnęła jej do ucha:

— To miłosna awantura i pożegnanie.

Pani Milecka dała jej znak oczami, że wie o wszystkim, uśmiechnęła się z przymusem i odeszła.

— Babuniu — rzekła wtedy Irenka cicho — ja bardzo przepraszam. Ja wiem, że nie powinnam bić się z takim dryblasem, ale on mnie strasznie obraził.

Pani Opolska udawała bardzo niezadowoloną i wygładzała na niej sukienkę.

— Co ty tak zaciskasz w ręce? — zapytała w pewnej chwili.

Irenka spojrzała, sama nie wiedząc, co dzierży tak kurczowo.

— Ach! — zdumiała się. — To kosmyk jego włosów. Zabiorę je na pamiątkę.

W pokoju Zbyszka trwała długa, gorąca rozmowa, podczas której pani Milecka często podnosiła głos na wyżyny bardzo mroźne. W chwilę potem weszła tam i pani Opolska z palmą zgody i melancholik musiał wysłuchać drugiego kazania. Stanął pakt, że ten krwawy ustęp historii powszechnej zostanie zachowany w tajemnicy, aby na rycerskim honorze Zbyszka nie było plamy; wreszcie długie targi doprowadziły do tego, że obie walczące potęgi nie będą się przepraszały wzajemnie, ale pożegnają się przy rozstaniu. Koszty bitwy miała zapłacić kanapa ze złamaną lewą tylną nogą.

Przy rozstaniu Irenka z niewinną miną wyciągnęła rękę do chmurnego melancholika.