— Żegnam cię, Zbyszku — powiedziała głośno. — Było mi bardzo przyjemnie.

A cicho dodała:

— Trzymaj się ciepło, zielony płomieniu Zakopanego.

Zbyszek dotknął jej ręki, jak gdyby dotykał węża, i odrzekł głośno:

— Żegnaj, Irenko!

A potem cicho:

— Jeszcze ja cię kiedyś przyłapię!

Irenka zaśmiała się głośno, pomyślawszy, że jej zbiór włosów, wydartych ze Zbyszkowej głowy, może powiększyć się bardzo łatwo.

Rzuciła się potem w objęcia pani Mileckiej, która dodała ze śmiechem na zakończenie:

— A jeżeli, droga Irenko, zechcesz jeszcze kiedy łamać meble, zrób to, ale u konkurencji, w pensjonacie naprzeciwko.