— Już wiem! Panienka szukała pani hrabiny.
— To ja jestem, ta sama! — wykrzyknęła Irenka. — Niech się pan ze mną przywita.
Wyciągnęła do niego rękę. Stary człowiek spojrzał na nią dziwnie, lecz ręki jej nie dotknął.
— No! Niechże mi pan poda rękę!
On obejrzał się zalękłym wzrokiem, czy pani Opolska nie patrzy, potem z rozrzewniającą radością w starych poczciwych oczach ujął jej rączynę w swoje spracowane dłonie i tulił ją, zbliżywszy do swojej piersi.
— Niech pani Bóg zapłaci, złota panienko — szepnął i podreptał szybko w głąb domu.
Nie minęła godzina, a Irenka zwiedziła dom od piwnicy do strychu. Przywitała się serdecznie z resztą domowników, a smutny, wytworny pałacyk napełniła zgiełkiem i wrzawą. Co chwila wystrzelał w napuszonych, ciszą jak adamaszkiem wybitych pokojach jej okrzyk wesołego zachwytu. Pani Opolska chodziła za nią jak matka, która cieszy się radością swojego dawno niewidzianego dziecka. Smutny dom wydał się jej jakiś inny. Wszystko w nim, dotąd senne i drzemiące w ciszy, otwierało zdumione oczy i patrzyło na dziwnego gościa, co niepoważnie biegał po wszystkich pokojach i pokrzykiwał radośnie. Przodkowie pani Opolskiej spojrzeli ze ścian i zdawało się, że wszyscy uśmiechnęli się. Największa jednak przemiana uwidoczniła się tego dnia na twarzach służby: stary lokaj, Piotr, pokojówka, ruchliwa jak bąk, i kucharka, nieruchawa jak omszały dąb, odbywszy krótką naradę, orzekli społem, że pani Opolska zmieniła się jak pod wpływem czarów. Piotr przysiągł, że słyszał, jak pani Opolska śmiała się i nuciła sobie półgłosem. Było to zdarzenie tak niesłychane, że kucharka, wytrącona cokolwiek z równowagi, posypała wyborne ciastka solą, a Piotr po dziesięć razy brał ten sam przedmiot do ręki i nie wiedział, po co to uczynił. Od lat czterdziestu był u pani Opolskiej i od lat czterdziestu po raz pierwszy odważył się na bohaterstwo, bo niewołany stanął przed nią i odważył się na zadanie jej pytania:
— Proszę pani hrabiny, czy panienka zostanie już u nas na zawsze?
Stał się cud. Pani Opolska, zamiast porazić go spojrzeniem, uśmiechnęła się:
— A czemu Piotr o to pyta?