Żona nic nie rzekła, tylko podniosła wdzięczne spojrzenie w stronę nieba.
Jej mąż zyskał tymczasem wielkie łaski u pani Opolskiej. Rozmawiała z nim długo, w wielkiej tajemnicy, wreszcie wyraziła uznanie dla światłego jego umysłu. Po zakończeniu urzędowej części konferencji skierowała pani Opolska rozmowę na Irenkę, a wtedy poważny adwokat oszalał tego dnia po raz drugi. Z niepoliczonej liczby słów, którymi włada mowa polska, wybrał same słodycze, same rodzynki, słowa najtkliwsze, złociste, rumiane, pełne radości, wesela, chwały i szczęścia. Pani Opolska aż oczy zmrużyła i z wielkiego ukontentowania, i dlatego też, że mowa pana Podkówki była tak promienista i pełna niezmiernych blasków. Proste, uczciwe serce tego szewskiego syna śpiewało hymn, a pani Opolska słuchała oczarowana i dziwnie tym zdumiona, że taki mizerak, co do niedawna mieszkał na dalekim przedmieściu, ma w sobie tyle radosnego zachwytu.
— Widzę — rzekła z drżeniem w głosie — że ta dziewczyna i pana opętała.
— Ona? — wołał pan Podkówka. — Ona najgorszego diabła owinęłaby dokoła palca. Proszę pani! Mój teść jest rzeźnikiem. To twardy człowiek i, jak wiadomo, zalany krwią, a kiedy wspomni Irenkę, to słychać, jak mu w sercu krew bulgoce. A moja matka, a moja żona! Irenka to jest człowiek! Ho! Ho!
Bezmiar podziwu zamknięty był w tym okrzyku, a w spojrzeniu pana Podkówki był bezmiar miłości.
— Będzie pan jej adwokatem — rzekła pani Opolska. — Już pan wie, że Irenka będzie miała swoje sprawy, a nikt inny nie będzie ich prowadził, tylko pan.
— Ja wiedziałem, że ta dziewczyna przyniesie mi szczęście — powiedział pan Podkówka łzawym głosem. — Ona pani też przyniesie szczęście, na Boga przysięgam, że przyniesie.
— Już przyniosła... — odpowiedziała pani Opolska.
Dziwna rzecz! Głos pani hrabiny był tak samo łzawy jak głos pana Podkówki. Niczym nie różnił się. Widać, że szczęście i nieszczęście równa ze sobą wszystkich ludzi.
— Jutro wyjeżdżamy — mówiła po chwili. — Wyjeżdżamy do pani Borowskiej, a niedługo znowu zobaczy pan Irenkę. Bardzo pan jest miłym człowiekiem, panie mecenasie. Czy pan chce jeszcze coś powiedzieć?