— Tak... Ale nie śmiem...

— Niech pan mówi, bardzo proszę...

— Trochę boję się, ale pani hrabina jest taka dobra, tak bardzo dobra... Niech pani uczyni mi wielką łaskę... Niech pani pozwoli pannie Irence pójść chociażby na pół godziny do nas... Ją spotkało wielkie szczęście... Niech i moja matka zapłacze nad nią z radości, a moja żona niech ją uściska... Pani hrabino!

Pani hrabina miała łzy w oczach.

— Irenko! — zawołała przez otwarte drzwi.

Dziewczyna weszła rozpromieniona i szelmowsko mrugnęła w stronę pana Podkówki.

— Jesteś zaproszona na całe dwie godziny do pana i do jego rodziny.

— Cudo! — krzyknęła Irenka.

Pani Opolska wzięła ją na stronę i mówiła szeptem:

— Kupisz po drodze trochę kwiatów i dasz je w swoim imieniu jego matce. A ode mnie powiedz tym ludziom, że im bardzo dziękuję za to, że ciebie kochają... Pan Podkówka jest dzielnym człowiekiem.